Thursday, January 26, 2017

Wynagrodzenie autorskie - C-367/15 - Ważny wyrok TSUE

W dniu wczorajszym Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w sprawie C-367/15, w trybie prejudycjalnym po pytaniu prawnym polskiego Sądu Najwyższego. Pytanie dotyczyło zgodności z prawem unijnym, a konkretnie przepisu art. 79 ust. 1 pkt 3 lit.b ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z art. 13 Dyrektywy 2004/48 - Enforcement Directive, w zakresie możliwości ustanawiania odszkodowania w ryczałtowych kwotach oderwanych od realnie poniesionej przez uprawnionego szkody. Dla przypomnienia w czerwcu 2015r. Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją wskazanego przepisu w zakresie możliwości dochodzenia dwukrotności stosownego wynagrodzenia. W aktualnym orzeczeniu nie doszło do przełomu. TSUE uznał, zgodność przepisów prawa polskiego z prawem unijnym, wskazując, iż wspomniany przepis dyrektywy wyznacza pewne minimum, jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby prawo krajowe zawierało normy dalej idące. Pozostaje zatem czekać na kolejna sprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym - nie wydaje się bowiem aby  w zakresie dwukrotności mogło zapaśc inne orzeczenie niż w zakresie trzykrotności.

Wednesday, November 9, 2016

Współautorstwo i wykonywanie praw

Problem ustalenia granic współautorstwa i sposobu korzystania z prawa przez wspólautorów była przedmiotem wielu wyroków Sąd Najwyższego. W jednym z nich, obejmującym to zagadnienie jeszcze na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy, doszło do sporu pomiędzy współautorami noweli filmowej zatytułowanej „Ballada o ścinaniu drzewa”.

Powód w sprawie twierdził, iż w 1970 r. wspólnie z pozwanym napisał nowelę filmową pt. „Ballada o ścinaniu drzewa”, na podstawie której zrealizowany został film, o tym samym tytule. Ekranizację poprzedziła praca powoda i pozwanego nad tekstem scenariusza, gdzie jako utwór bazowy wykorzystano napisaną w latach 1966-1967 autorską nowelę pozwanego o tym samym tytule co film. W samym tekście scenariusza obaj twórcy nanieśli szereg poprawek, w głównej mierze odnoszących się do tzw. didaskaliów, tj. pobocznych tekstów będących opisem sytuacji, zachowania się bohaterów, z reguły stanowiących wskazówki pisarza dla wystawiających dramat. 

Sześć lat później, w 1976 r. Teatr w Nowej Hucie wystawił sztukę pozwanego, o tytule „Och, jaki piękny jest świat”, do której pozwany, bez zgody powoda, przeniósł całe fragmenty dialogów i scen ze wspólnie nakręconego filmu, czym, zdaniem powoda, naruszył jego prawa autorskie.W związku z powyższym powód stwierdził, że zostały naruszone jego osobiste i majątkowe prawa autorskie.Sąd Wojewódzki powództwo oddalił, w samej konkluzji stwierdzając, że skoro autorem noweli, która posłużyła do przygotowania scenariusza filmowego był tylko i wyłącznie pozwany, to może on swobodnie wykorzystywać pomysły, dialogi, sceny itp. zawarte w obu utworach. Zdaniem Sądu, tworząc sztukę teatralną pozwany opierał się w głównej mierze na tekście pierwotnym, nawet jeżeli zawarte w tekście sztuki sceny nie różniły się od tych filmowych praktycznie wcale. 

Innego zdania był Sąd Najwyższy, który stwierdził, że w momencie powstania dzieła wspólnego autorskie prawa do utworu przysługują łącznie współtwórcom, niezależnie od ewentualnych różnic we wkładzie w jego tworzeniu. Powyższe oznacza, iż dialogi, sceny czy sytuacje, nawet jeżeli przeniesione z innych utworów, zawczasu napisanych przez jednego ze współautorów, od chwili umieszczenia ich w dziele wspólnym zostają przedmiotem łącznego prawa współtwórców dzieła wspólnego i żaden nie może bez zgody tego drugiego wykorzystywać ich w dalszej twórczości. Przez przeniesienie to twórca wyzbywa się bowiem prawa do wyłącznego dysponowania owymi dialogami, scenami czy sytuacjami i stają się one przedmiotem łącznego prawa autorskiego wszystkich współtwórców.

Wyrok SN, 1980-10-08, IV CR 327/1980

Tuesday, October 18, 2016

Solidarność - jak to jest z tym naruszeniem?

Posta  o tym tytule zacząłem pisać już dawno temu. Wtedy w kontekście jego użycia na manifestacji KOD i tak naprawdę pewnej refleksji nad możliwością uzyskania monopolu na logotyp Solidarności przez kogokolwiek. Jak widać, po wydarzeniach ostatnich dni, temat logotypu Solidarności odżywa na nowo, tym razem jednak w kontekście przerobienia słynnego plakatu z Garym Cooperem i wykorzystanie takiej pracy wraz z logotypem Solidarności w tle (rysunek obok). Doszło nawet do złożenia zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa....
Nie oceniam żadnej ze stron barykady, patrzę na sprawę z wyłącznie z perspektywy prawa znaków towarowych i realnej możliwości powołania się na uprawnienia ze znaku towarowego. Z tej też perspektywy zarzuty naruszenia prawa są delikatnie mówiąc - chybione. Pomijając kwestie czy w ogóle znak ten powinien uzyskać ochronę (bo mam tu poważne wątpliwości) mamy tu do czynienia z użyciem znaku towarowego w jakiejś z jego funkcji i przez kogo - a więc zagadnień fundamentalnych dla stwierdzenia naruszenia, należy wskazać, że  tego rodzaju użycie logotypu jest wyrazem twórczości artystycznej. Osoba która stworzyła (przerobiła) wskazany plakat wyraziła swój głos w  ważnej społecznie sprawie. Wolność artystyczna czy wolność słowa - to wartości i prawa chronione konstytucyjnie, na które można powołać się bezpośrednio, gdy wszystkie wcześniejsze argumenty zawiodą. Jestem więc prawie przekonany, iż gdyby doszło do sądowej weryfikacji twierdzeń  zarówno na gruncie cywilnym jak i karnym - sąd dałby prymat tym wartościom - oddalając roszczenie lub uniewinniając "sprawcę".

Monday, October 17, 2016

Sprzedaż kopii zapasowych - ważne orzeczenie TSUE - C-166/15

W ubiegłym tygodniu Trybuał Sprawiedliwości UE wydał ważne orzeczenie dotykające w istocie bardzo ciekawej kwestii związanej z obrotem egzemplarzami oprogramowania. W sprawie dwóch Łotyszy sprzedało ponad 3000 egzemplarzy - jak twierdzili - kopii zapasowych - oprogramowania Microsoft tj. Windows'ów i Office'ów. W toku postępowania powstała wątpliwość dotycząca relacji przepisów o wyczerpaniu prawa do egzemplarza utworu (oprogramowania) i objęcia tym wyczerpaniem również kopii zapasowej wykonanej przez nabywcę tego oprogramowania. Skoro bowiem mogę sporządzić kopię zapasową w sytuacji np. zniszczenia oryginalnej płyty, dlaczego nie mogę jej następnie sprzedać? Jest to bowiem pochodna uprawnienia zyskanego w związku z nabyciem egzemplarza utworu. Sytuację komplikuje też fakt oderwania zasad wyczerpania prawa od materialnego nośnika oprogramowania, które stwierdzone zostało już we wcześniejszym wyroku Used Soft. Ostatecznie Trybunał stwierdził, że uprawniony, które sporządził kopie zapasową oprogramowania, nie może bez zgody uprawnionego dokonywać obrotu tą kopią, czyli że wyczerpanie prawa nie rozciąga się na kopię zapasową. Przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia jeżeli chodzi o powyższe rozstrzygnięcie. Sankcjonuje ono bowiem swego rodzaju wywłaszczenie z uprawnień nabytych przez legalnego użytkownika oprogramowania. Możliwość sporządzenia kopii zapasowej jako uprawnienie bezwzględne (które nie może być ograniczone ani wyłączone) jest odpowiedzią na "nietrwałość" nośników informatycznych, które podatne są na uszkodzenia mogące uniemożliwić normalne z nich korzystanie. W świetle więc bezwzględnych uprawnień nabywcy - z perspektywy czystego prawa - nie widzę zatem wielu racjonalnych argumentów, które przemawiałyby za ograniczeniem obrotu tym nośnikiem - a uzależniały ją wyłącznie od ewentualnej zgody uprawnionego.  Wyrok TSUE  C-166/15.

Monday, March 28, 2016

Pałac pod blachą w Warszawie i prawo autorskie

Spory z zakresu praw autorskich dotykają najróżniejszych i czasem najdziwniejszych przedmiotów. Przedmiotem, omówionej w niniejszym poście, sprawy jest "ekspertyza mykologiczno-budowlana" wykonana dla Pałacu pod Blachą w Warszawie. Dla niewtajemniczonych - jest to ekspertyza dotycząca oceny stanu zachowania danego obiektu pod kątem działających na niego czynników zewnętrznych i zagrożeń biologicznych (w szczególności grzybów.

Okoliczności sprawy dotyczyły wykorzystania wskazanej ekspertyzy w projekcie remontu/przebudowy rzeczonego Pałacu, do jakiej doszło bez sporządzenia odpowiednich umów między stronami. Powód,  twórca wskazanej ekspertyzy, domagał się zapłaty za jej wykorzystanie w oparciu o przepisy prawno-autorskie. Sądy obu instancji podzieliły jego argumentację i zasądziły żądaną kwotę. Pozwany konsekwentnie podważał możliwość spełnienia cech utworu z art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przez wskazaną ekspertyzę, aż sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Ten zaś pochylił się nad charakterem wskazanego dzieła, dochodząc do wniosku, że spełnia ono cechy utworu - tzw. dzieła technicznego. Zdaniem sądu, sam charakter techniczny dzieła, poruszanie się w ramach ustalonych i znanych metodologii, ograniczeń funkcjonalnych oraz założonych celów, nie oznacza automatycznie, iż dzieło nie posiada osobistego piętna twórcy. Sąd odrzucił też rygorystyczną koncepcję "statystycznej jednorazowości" wskazując, że cech utworu nie pozbawia wskazanej ekspertyzy fakt, że inni twórcy mogliby dojść do podobnych wniosków. W konsekwencji Sąd uznał, że wskazana ekspertyza spełnia cechy utworu, więc roszczenia powoda oparte na ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych są w pełni zasadne. Sygn. akt IV CK 763/04.

Które postępowanie zawiesić? Wyrok SN

18 lutego 2016r. Sąd Najwyższy wydał ważny wyrok przełamujący dotychczasową linię orzecznictwa. Przedmiotem sprawy był spór wokół zarejestrowanego wzoru przemysłowego. Sąd uznał, że w przypadku toczących się równolegle spraw: przed Urzędem Patentowym RP o unieważnienie wzoru oraz przed sądem powszechnym o naruszenie praw do tego wzoru, Sąd winien dać prymat postępowaniu przed Urzędem Patentowym RP i zawiesić postępowanie cywilne do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Urząd Patentowy RP, traktując je jako prejudykat. Sygnatura akt sprawy - II CSK 282/15. 

Wyrok jest niewątpliwie słuszny w odniesieniu do wzorów przemysłowych, co do których prawa uzyskane w Urzędzie Patentowym to tylko "rejestracja". Urząd  nie bada na etapie zgłoszeniowym czy spełnione zostały przesłanki ochrony, a jedynie czy wniosek spełnia warunki formalne. Etap unieważnienia wzoru - to właśnie etap, na którym dochodzi do badania spełnienia przesłanek - a raczej wykazywania przez wnioskodawcę, że wzór tych przesłanek nie spełnia, bo to na nim spoczywa ciężar dowodu. Słusznie więc rozstrzygnięcie Urzędu potraktowane zostało jako prejudykat - dopiero bowiem pozytywne rozstrzygnięcie w przedmiocie istnienia prawa, umożliwiać będzie badanie czy doszło do jego naruszenia przez Sąd. Konsekwencją stosowania tego orzeczenia, będzie jednak istotne przedłużenie trwania postępowania cywilnego. Postępowanie przed Urzędem Patentowym może trwać latami. Samo orzeczenie Urzędu (w pierwszej instancji) jest ostateczne ale podlegać może kontroli sądowo-administracyjnej. Zatem do czasu uzyskania prawomocności rozstrzygnięcia minąć może sporo czasu - przedłużony będzie stan niepewności prawnej. Każdy kto prowadził postępowanie przed Urzędem wie, że jeżeli stronie na tym zależy może je przedłużać, w zasadzie bez konsekwencji. Nawet więc w sytuacjach oczywistych, w których dowiedziono, że wzór jest kopią wcześniejszego wzoru lub znaku, albo np. jest używany na rynku od kilku lat, Sąd będzie musiał czekać na prawomocne rozstrzygnięcie przed Urzędem Patentowym RP. Może jednak presja stron wpłynie na sprawniejsze prowadzenie postępowania przez Urząd, a przede wszystkim stosowanie możliwości nałożenia na strony "prekluzji dowodowej" - uprawnienia, które pozostaje teoretyczne w praktyce Urzędu.

Sunday, March 27, 2016

Kindii v. Kindy czyli o ochronie znaku nieużywanego

Spółka Hyper Hygienics S.A. uprawniona do znaku towarowego KINDII, z którym styczność miał chyba każdy młody rodzic - hasło: nawilżane chusteczki dla dzieci (zdjęcie obok), pozwała spółkę Dramers S.A. używającej znaku KINDY dla oznaczenia m.in. proszków do prania dla dzieci (zdjęcie poniżej) o naruszenie prawa do znaku towarowego oraz dokonywania czynów nieuczciwej konkurencji. HH S.A oparł powództwo o wspólnotowe znaki towarowe, dlatego sądem rozpatrującym sprawę w I instancji był Sąd Wspólnotowych Znaków Towarowych i Wzorów w Warszawie. Zarówno Sąd I jak i II instancji oddaliły powództwo w sprawie, opierając je na zasadniczej okoliczności jaką był brak używania znaku towarowego przez powoda w odniesieniu do towarów, które mogłyby zostać uznane za konfuzyjne. Sądy uznały, że powód używa znaku towarowego jedynie w odniesieniu do chusteczek nawilżanych, zaś pozwany w stosunku do proszków do prania. Oba towary znajdują sie w jednej klasie, lecz nie sposób stwierdzić istnienie stosunku komplementarności miedzy nimi. Sprawa dotarła do Sądu Najwyższego,  który cofnął sprawę  do ponownego rozpoznania.  Sąd nie zgodził się z argumentacją sądów okręgowego i apelacyjnego, w zakresie ograniczenia badania naruszenia w odniesieniu do towarów dla których znak towarowy jest aktualnie używany.
W sprawie tej poruszone zostało niezwykle istotne zagadnienie - stanowiące jedną z podstaw prawa znaków towarowych. Chodzi bowiem o kwestię możliwości dochodzenia roszczeń z  naruszenia prawa do znaku towarowego przez podmiot, który znaku swojego nie używa w odniesieniu do towarów konfuzyjnych. Sądy obu instancji odmówiły ochrony powodowi, podkreślając również na marginesie, że udzielenie ochrony w takich okolicznościach mogłoby być postrzegane jako nadużycie prawa. Sąd Najwyższy, nie zgodził się z takim rozumieniem przepisów, wskazując, że nieużywanie znaku towarowego przez uprawnionego ma dopiero znaczenie po upływie 5 letniego okresu jaki upłynął od dnia udzielenia prawa, uprawniającego podmioty trzecie do stwierdzenia jego wygaśnięcia. 

Trudno podzielić zapatrywanie Sądu Najwyższego w powyższej kwestii. Sąd badając przesłanki naruszenia prawa do znaku towarowego bada ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd. Ryzyko to jest wypadkową zbadania wielu czynników i okoliczności sprawy. Jednak absolutną podstawą dla dalszego badania przesłanek istnienia tego ryzyka jest używanie danego znaku w obrocie. Ryzyko wprowadzenia w błąd odbiorców - pomimo że badane w pewnym sensie hipotetycznie, musi być realne - a dla stwierdzenia tej realności konieczne jest występowanie stanu - konkurencji rynkowej pomiędzy danymi towarami/usługami w obrocie. Jeżeli konsumenci mają być narażeni na ryzyko pomyłki to muszą mieć obiektywną szansę "zapoznania się" z dwoma oznaczeniami. Jestem szczerze zainteresowany rozstrzygnięciem jakie zapadnie w sprawie i ewentualnie dalszym przebiegiem sprawy, a sam póki co przygotowuje glosę do rzeczonego wyroku SN (sygn. akt I CSK 50/14). Poinformuję na blogu o jej publikacji.